Niepokój mojej duszy jak trzepot motylich skrzydeł...
RSS
środa, 08 lutego 2017

"Gdy dojrzysz świt, Maleńka

spod łóżka powiek,

nie powstrzymuj błękitnych łez.

Okryj się granatową skąpością atłasu

aż po łóżka czoło

i po gładkie od czesania włosy".


O świcie Niebo dziwne ma oczy,

smutny mat błękitu,

bardziej szary niż pleśń jabłecznika...

"Widzisz kochany?

Grzebienie z włosów spłynęły

pod łóżka kark, plecy, pośladki, nogi i stopy".


"Usłysz Maleńka...

to na pożegnanie

ostrza śniegu ranią Twój parapet".

Lodowate gwiazdy runęły w sam środek

warg łóżka

rozwartych aż po brzegi.

"Nie powstrzymam błękitnych łez, Kochany!

Dokąd pójdziesz, gdy wszędzie wokół

srożą się białookie noże,

a świt zapleśniały

kwitnie na szybie

i zapuszcza włosy?!".

"Zostanę w Niebie, Maleńka...

...Patrz! Błękit błyszczy

i skrzy się powietrze,

a noże złowrogie topnieją

i toną z wolna w sercach łóżka".

P., 21-26.12.1997

W uchu bladych wspomnień

rozciągam pamięć,

ścieżkę w parku

szelestem topoli kołysaną.


Majowy spacer popołudniowy

budzę z przeszłości,

zakurzoną zieloną ławkę,

nie całkiem prozaiczne rozmowy.


Niecierpliwość dni przyszłych,

miłosne sny i marzenia,

lody waniliowe włoskie

w budce z lodami.


Potem fotografowanie postaci...

Dziś nieme płaskie zdjęcie

Twojej uśmiechniętej twarzy

gaśnie wspomnieniami.

 

Dziś słucham Ciebie i patrzę,

uśmiech Twój waniliowy rzeźbię,

dziś KOCHAM CIĘ słyszę

wyraźnie, wypukło, wiecznie...

P., czerwiec 2000 

Przeczesuję włosy jak jedwab

a Ciebie nie ma

przyozdabiam piersi w szklany błękit

a Ciebie nie ma

chodzę giętka na obcasach

w pustym domu

za mną stąpa od okna do okna

Dusza Nebliny.


Nie zauważyłam kiedy nawet

dzień nocą się stał

nie spostrzegłam choć w oknie stałam

że pierwszy śnieg spadł

byłam taka niecierpliwa jak wtedy

jakby tamten bal

był ostatnim naszym wspólnym

małym dniem...

P., 5 grudnia 2001

Na słonecznej werandzie duszy
wygrzewa się Radość
spod ciemnych okularów
zerka nieśmiało
nie dowierzając własnemu szczęściu...
Lato na zielono-żółtych łąkach
widziało nas
zapatrzonych w siebie
biegnących w wysokich trawach.
A gdzieś pośrodku tej łąki
wyrósł mały biały domek
z błękitnymi firankami w oknach...
A na werandzie domku
wygrzewa się Radość
spod ciemnych okularów
zerka nieśmiało
nie dowierzając własnemu szczęściu...

Dla Piotrka - Patrycja

Tekst został wykorzystany w wypracowaniu maturalnym w maju 1996 roku.






Niebiescy ludzie

mieszkają na Majowych Wzgórzach

Widzisz?

Maj mamy...

Mogę Cię dotknąć.

Nie znikasz,

gdy mówisz: "Do zobaczenia"

- ja wiem.

 I błękit, gdy spada

to spada inaczej.

 Nie płaczę.

Jesteś na wyciągnięcie

palców obu dłoni

rozkoszny jak ja

niebieski jak ja.

 

Niebiescy ludzie

mieszkają na Majowych Wzgórzach.

Widzisz?

Maj mamy.

Teraz i na wieki.

Możemy się wspiąć

na najwyższe wzgórze

i dotknąć Niebo.

A ono gdy spadnie

ja płakać nie będę.

 Bo jesteś na wyciągnięcie

ust obu chmurek gwiazd pocałunków.

Błękitne jak Ty

rozkoszne jak Ty

posypią się z Nieba.

Niebiescy ludzie

mieszkają na Majowych Wzgórzach...

 

1998

Zagnieźdź się ptaku

na moich barkach

upleć mi włosy

zapachem kołyski

mały szary wróblu

przywołaj lata dziecinne

a uczynię cię kolibrem.

 

Co dzień

stukałeś w parapet okna

mojej krainy zabawek

pilnowałeś dobrych snów

i siedziałeś na patyku mojego lizaka.

Zagnieźdź się ptaku

na moich ramionach

i upleć mi włosy

zapachem dzieciństwa

 

P., najprawdopodobniej 1996 r.

12:19, mikimama
Link Dodaj komentarz »

Śpij Syneczku mój Malutki, oczka swoje zmruż

Będą śpiewać Ci aniołki, stróże Twoich snów.

Księżyc srebrny w swych ramionach ukołysze Cię,

Jak małe marzenia spełnić on najlepiej wie.

 

Niechaj wszystkie gwiazdki z nieba mleczną drogą w dal

Spłyną jak słodkie migdały w czekolady świat.

Truskawkowe słońce spocznie na Twarzyczce Twej

I przycupnie na obłoku waty cukrowej.

 

Śpij syneczku mój malutki, jutro też jest dzień,

Dzień po nocy, noc po dzionku, teraz słodki sen.

Jeśli dziecięce marzenia pragniesz spełnić znów,

Weź mamusię i podusię w świat najsłodszych snów.



czwartek, 17 listopada 2016

Anioł opuścił skrzydła

gdy czarne chmury

zawisły nad moją głową

bezradny zapytał Boga

jak wydostać zbłąkaną duszę

z ciemnej dziury

nie powiedział mu Bóg

zajęty apokalipsą.

Do cna biały

zdjął aureolę

zawstydził się

posmutniał

jego suknia szarzeje

każdego dnia

będzie czarna

kiedy całkiem zniknę.



czwartek, 12 maja 2016

Czuwam

każdy szmer zapisuję

niewypowiedziane słowo

Liczę

dni nieprzeżyte

noce nieprzespane

Stąpam

dookoła

w kółko

Słyszę lęk

czule połechtany

przez czarne ptaki

Myślę że jestem

w niebycie

niespokrewniona z życiem

adoptowana

11:18, mikimama
Link Komentarze (2) »
środa, 11 maja 2016

Oby do lata

czas płynie

a ja tak nie chcę

nie uciekaj mi życie

bez uśmiechu Pana Boga

od 5.30 do 22.00

po 22.00 nic pięknego

się nie przyśni

do 22.00

nic ze snu

a może jednak kilka ważnych

słów otulonych wielkim M

i czuły dotyk ramion słońca

rozkoszny błękit nieba

a potem boski granat

i gwiazd blask zgubiony

w reflektorach miasta

księżyc ciężki od blasku

i tak lekko na duszy

nie pędź wiosno

Pan Bóg jednak

tkwi w szczegółach

 

 

Jak myśli

najczarniejsze

latają motyle

krążą nad głową

siadają na piersi

pukają do drzwi serca

nie chcę im otworzyć.

Boję się trzepotu

smutnych skrzydeł

pawich oczu

ciem co zostawiają

czarny pył na dłoniach

nie chcąc odczepić się

od linii papilarnych.

Zostawiają piętno

nieprzespanych nocy

lęku o jutro

zatrzymują głowę na poduszce

która nie rani

i pachnie dzieciństwem

tylko tym wymyślonym.

piątek, 29 kwietnia 2016

Jak mogłam nie zauważyć

że jestem szczęśliwa?

Czarny ptak smutku odleciał

kiedy obudziłam się z mrocznego snu

osuszając umysł

z powodzi złych myśli.

Szeroko otworzyłam okiennice serca

i zakwitły tulipany

zatrzepotały tęczą skrzydeł motyle

obrodziły truskawki w ogrodzie duszy

karmiąc słodyczą słowa

pachnące łąką z dzieciństwa.

Napełnię nimi czas

który nastał kiedy

odleciał czarny ptak smutku...

środa, 06 kwietnia 2016

W okno zagląda

słońce jak pomarańcza

otulona plątaniną

mirabelkowych kwiatów

zaraz rój pszczół przyleci

spijać wiosny nektar słodki

Tak szybko mija

pierwiosnków kłanianie

jasnozielonej trawie

upstrzonej wonnym fiołkiem

stokrotką i przetacznikiem

Każda boża krówka

cieszy moją duszę

cytrynowe i pawie szczęście

zwiększa apetyt na jeszcze

Tak słodko smakujesz

wiosno kwietna

przez twe piękno

przebija rozkosz życia

13:13, mikimama
Link Komentarze (2) »

Położyć się na dywanie z fiołków

albo na szafranów kołderce

zachłannie odebrać im oddech

z rozkoszą smakować

błękit nieba z cukrową chmurą

łykać przez skórę

promienie słońca

doskonalić naukę czytania

z płatków magnolii

zamknąć w duszy trele kosa

i poematy zięby

otulić się pieszczotą

ciepłego wiatru

i zapomnieć o wszystkim

błogosławiąc wiosnę

środa, 30 marca 2016

Wypuściła pierwszego bociana

na zwiady

czy gniazdo na kominie

pachnie macierzyństwem

pobieliła trawy

w ogródkach

na forsycji żółto i gwarno

tylko w sercu zima

chłód dni przyszłych

dokąd życie zmierza

pędząc jak lawina

zabierając radość

natchnienie

piąty stopień zagrożenia

czekam na odwilż życia

poniedziałek, 29 lutego 2016

Na moich ramionach

rozłożył skrzydła

czarny ptak smutku

nie kos co za serce łapie

i unosi na wyżyny szczęścia

nielot pełen żalu

uwił gniazdo czarnych myśli

w cierniowej odsłonie

ciąży mi ta spoufałość

zabiera strumienie

tęczowego powietrza

Depcze mi po kręgosłupie

moralność wydziera

odbiera słowa

i wyje do księżyca

rozpaczliwą swą opowieść

ciągnąc w przepaść

Łóżko moje

wybawieniem moim

i przekleństwem

W czarnej dziurze

nie ma okien i drzwi

nie ma wyjścia

jest tylko jedno

To co boli

siedzi w środku

śmieje się przez łzy

wytyka palcami

czasem złorzeczy Bogu

to strach

Czai się za łóżkiem

druga taka

topi życie powoli

lecz skutecznie

w czarnej rzece

Co się stanie

nie obchodzi mnie

zagłuszyć pamięć

oślepić świadomość

ponure obrazy

dobić do dna

zabić de en a

 

 

Zamknąć się w sobie

jak w mieście podłym

w najczarniejszej jego dzielnicy

robotnicy idą po swój chleb

telenowela i bimber

suchość w całym ciele

spoconym i zmęczonym

Zabiorę się tam

gdzie najbardziej szare są dni

a noce najczarniejsze

kiedy zamknę za sobą drzwi

do świata bez okien

nie odwrócę się

zostanę

Odlecą gołębie i listy

żal mi będzie tylko

trzepotu motyli

a może ostatniego bicia serca

Zabija mnie codzienność

powoli z minuty na godzinę

z godziny na dobę

jak miesiąc długi

i roku nie starczy

by opisać cichy żal

na poduszce pod kołdrą

na dzień dobry i zły

na dobranoc i koszmarnoc

Wrzyna się w serce

wierci dziurę w brzuchu

odbiera zmysły

i łamie kości

Zabija mnie rzeczywistość

nie mam innej

chcę inną

albo żadnej

sobota, 13 lutego 2016

Aniołowie w locie

patrzą mi na ręce

a diabły dają mi do ręki

zapałki i róże.

Wzniecę płomień serca

z lustrzanego odbicia

i purpurowymi różami

otulę skronie

niech dusza cierpi

niech miłość płonie.

Aniołowie w locie

słuchają modlitwy

a diabły ochoczo z radością

spełniają marzenia.

Wypuszczę je

jak motyle z serca

niech czort je znajdzie

uwolni z cienia

anioł je znajdzie

i zamknie w dłoniach.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
| < Luty 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28