Niepokój duszy mej jak trzepot motylich skrzydeł...
RSS
czwartek, 17 listopada 2016

Anioł opuścił skrzydła

gdy czarne chmury

zawisły nad moją głową

bezradny zapytał Boga

jak wydostać zbłąkaną duszę

z ciemnej dziury

nie powiedział mu Bóg

zajęty apokalipsą.

Do cna biały

zdjął aureolę

zawstydził się

posmutniał

jego suknia szarzeje

każdego dnia

będzie czarna

kiedy całkiem zniknę.



czwartek, 12 maja 2016

Czuwam

każdy szmer zapisuję

niewypowiedziane słowo

Liczę

dni nieprzeżyte

noce nieprzespane

Stąpam

dookoła

w kółko

Słyszę lęk

czule połechtany

przez czarne ptaki

Myślę że jestem

w niebycie

niespokrewniona z życiem

adoptowana

11:18, mikimama
Link Komentarze (2) »
środa, 11 maja 2016

Oby do lata

czas płynie

a ja tak nie chcę

nie uciekaj mi życie

bez uśmiechu Pana Boga

od 5.30 do 22.00

po 22.00 nic pięknego

się nie przyśni

do 22.00

nic ze snu

a może jednak kilka ważnych

słów otulonych wielkim M

i czuły dotyk ramion słońca

rozkoszny błękit nieba

a potem boski granat

i gwiazd blask zgubiony

w reflektorach miasta

księżyc ciężki od blasku

i tak lekko na duszy

nie pędź wiosno

Pan Bóg jednak

tkwi w szczegółach

 

 

Jak myśli

najczarniejsze

latają motyle

krążą nad głową

siadają na piersi

pukają do drzwi serca

nie chcę im otworzyć.

Boję się trzepotu

smutnych skrzydeł

pawich oczu

ciem co zostawiają

czarny pył na dłoniach

nie chcąc odczepić się

od linii papilarnych.

Zostawiają piętno

nieprzespanych nocy

lęku o jutro

zatrzymują głowę na poduszce

która nie rani

i pachnie dzieciństwem

tylko tym wymyślonym.

piątek, 29 kwietnia 2016

Jak mogłam nie zauważyć

że jestem szczęśliwa?

Czarny ptak smutku odleciał

kiedy obudziłam się z mrocznego snu

osuszając umysł

z powodzi złych myśli.

Szeroko otworzyłam okiennice serca

i zakwitły tulipany

zatrzepotały tęczą skrzydeł motyle

obrodziły truskawki w ogrodzie duszy

karmiąc słodyczą słowa

pachnące łąką z dzieciństwa.

Napełnię nimi czas

który nastał kiedy

odleciał czarny ptak smutku...

środa, 06 kwietnia 2016

W okno zagląda

słońce jak pomarańcza

otulona plątaniną

mirabelkowych kwiatów

zaraz rój pszczół przyleci

spijać wiosny nektar słodki

Tak szybko mija

pierwiosnków kłanianie

jasnozielonej trawie

upstrzonej wonnym fiołkiem

stokrotką i przetacznikiem

Każda boża krówka

cieszy moją duszę

cytrynowe i pawie szczęście

zwiększa apetyt na jeszcze

Tak słodko smakujesz

wiosno kwietna

przez twe piękno

przebija rozkosz życia

13:13, mikimama
Link Komentarze (2) »

Położyć się na dywanie z fiołków

albo na szafranów kołderce

zachłannie odebrać im oddech

z rozkoszą smakować

błękit nieba z cukrową chmurą

łykać przez skórę

promienie słońca

doskonalić naukę czytania

z płatków magnolii

zamknąć w duszy trele kosa

i poematy zięby

otulić się pieszczotą

ciepłego wiatru

i zapomnieć o wszystkim

błogosławiąc wiosnę

środa, 30 marca 2016

Wypuściła pierwszego bociana

na zwiady

czy gniazdo na kominie

pachnie macierzyństwem

pobieliła trawy

w ogródkach

na forsycji żółto i gwarno

tylko w sercu zima

chłód dni przyszłych

dokąd życie zmierza

pędząc jak lawina

zabierając radość

natchnienie

piąty stopień zagrożenia

czekam na odwilż życia

poniedziałek, 29 lutego 2016

Na moich ramionach

rozłożył skrzydła

czarny ptak smutku

nie kos co za serce łapie

i unosi na wyżyny szczęścia

nielot pełen żalu

uwił gniazdo czarnych myśli

w cierniowej odsłonie

ciąży mi ta spoufałość

zabiera strumienie

tęczowego powietrza

Depcze mi po kręgosłupie

moralność wydziera

odbiera słowa

i wyje do księżyca

rozpaczliwą swą opowieść

ciągnąc w przepaść

Łóżko moje

wybawieniem moim

i przekleństwem

W czarnej dziurze

nie ma okien i drzwi

nie ma wyjścia

jest tylko jedno

To co boli

siedzi w środku

śmieje się przez łzy

wytyka palcami

czasem złorzeczy Bogu

to strach

Czai się za łóżkiem

druga taka

topi życie powoli

lecz skutecznie

w czarnej rzece

Co się stanie

nie obchodzi mnie

zagłuszyć pamięć

oślepić świadomość

ponure obrazy

dobić do dna

zabić de en a

 

 

Zamknąć się w sobie

jak w mieście podłym

w najczarniejszej jego dzielnicy

robotnicy idą po swój chleb

telenowela i bimber

suchość w całym ciele

spoconym i zmęczonym

Zabiorę się tam

gdzie najbardziej szare są dni

a noce najczarniejsze

kiedy zamknę za sobą drzwi

do świata bez okien

nie odwrócę się

zostanę

Odlecą gołębie i listy

żal mi będzie tylko

trzepotu motyli

a może ostatniego bicia serca

Zabija mnie codzienność

powoli z minuty na godzinę

z godziny na dobę

jak miesiąc długi

i roku nie starczy

by opisać cichy żal

na poduszce pod kołdrą

na dzień dobry i zły

na dobranoc i koszmarnoc

Wrzyna się w serce

wierci dziurę w brzuchu

odbiera zmysły

i łamie kości

Zabija mnie rzeczywistość

nie mam innej

chcę inną

albo żadnej

sobota, 13 lutego 2016

Aniołowie w locie

patrzą mi na ręce

a diabły dają mi do ręki

zapałki i róże.

Wzniecę płomień serca

z lustrzanego odbicia

i purpurowymi różami

otulę skronie

niech dusza cierpi

niech miłość płonie.

Aniołowie w locie

słuchają modlitwy

a diabły ochoczo z radością

spełniają marzenia.

Wypuszczę je

jak motyle z serca

niech czort je znajdzie

uwolni z cienia

anioł je znajdzie

i zamknie w dłoniach.

piątek, 12 lutego 2016

Idziesz kamienistą drogą

żar leje się z Nieba

obarczony zasadami i nakazami

już od stajenki.

Krew drąży skronie

pierś smutną

i skąpane w rozpaczy włosy.

Kamienie wbijają się

w stopy pielgrzymki życia

krzyż drąży pagórki pleców

wzdłuż kręgosłupa.

Usta wyschnięte

od łzy wielkiej jak ocean

i od uśmiechu Boga.

Idziesz na skraj raju

gdzie węże mówią: uciekaj.

Za późno.

Adam zerwał jabłko

a Ewa nie jest

Weroniką

i nie jest Maryją.

 

piątek, 29 stycznia 2016

W niebie głusi mają swój bal

a królem balu jest Bóg

choć to nie karnawał

w niebiosach nie brakuje

kuglarzy przebierańców

W pierwszej ławce siedzą

śpiewają najgłośniej

szczekają najpiękniej

malutkie wredne psy

Wsiadają do swoich suwów

z tępym narzędziem przy uchu

do mózgu sobie tłoczą

ciemne szemrane interesy

Domy ich pełne

przedmiotów zdradzieckich

zabałaganione serca

już nawet nie proszą o litość

 

 

środa, 27 stycznia 2016

Opuszkami palców

nakreśl wąwóz piersi

niecierpliwymi dłońmi 

naszkicuj zalotne oko

nabrzmiały uśmiech

uformuj gładką drogę ud

i polanę czoła

namaluj pnącza włosów

zroszonych

czułością pocałunków

napisz mnie od nowa

ulep z gliny doskonałości

wyczaruj mnie idealną

mój mistrzu 

Walczę z moimi demonami

kiedy zamykam oczy

widzę je jeszcze dokładniej

żywią się moimi myślami

o idealnym świecie

o perfekcyjnej ja

Czując głód szczęścia

w tęsknocie za nirwaną

na kolanach przed pustką

odkrywam

ciemne strony jestestwa

i obezwładniający chłód czasu

czwartek, 14 stycznia 2016

Zapodziałam gdzieś szczęście

między dniem a nocą

pierwszą chwilą i ostatnią

na brudnym parapecie okna

nie zaglądając za szary błękit.

Zgubiłam też radość

z sobót i niedziel

chwili krótkiej i długiej

w koszu na brudne rzeczy

zmywając z twarzy codzienność.

Zatraciłam nadzieję

na lepsze jutro

na chwile trwające i nieskończone

skulona na kanapie

przed obrazem nędzy i rozpaczy.

Zabłądziłam w Twoich oczach

otuliłam się ich zapachem

wiosennej trawy

po deszczu...

Wpadłam w sam środek ciszy

stąpając doliną ku wyżynie ust

próbując odgadnąć zielnik

kwiecistych myśli...

Okrążyłam labirynty uszu

nasłuchując czułych słów

kilku słów niewypowiedzianych

i ochrypłych westchnień...

Przemierzyłam polanę włosów

niesfornych i pokręconych

jak myśli nieuczesanych o mnie

i o tym co się stanie...

Po co pisać wiersze?

Zatrute myśli

ciągnąć za uszy

zapomnianej poezji.

Słowa układać w linie

jak na sznurze łachy

niebieskie i czerwone

wełniane i aksamit.

Napisać KOHAM

i czekać na oklaski

powiedzieć zbyt wiele

w akcie desperacji.

Szalonym parciem na szkło

myślami bić się z szybą

uznanym być za wariata

i żyć niepięknie.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Grudzień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31